Mistrzostwa ŚwiataPiłka nożna

Najlepszy finał w historii. Vamos Argentina!

18 grudnia, 2022

Uffff. Nie da się tak szybko ochłonąć po takim finale. Lepszego w historii mistrzostw świata nie było. Francuzi dwa razy wrócili tutaj do żywych. Kylian Mbappe strzelił hat-tricka, ale… to nie wystarczyło. Trzeci raz w historii o wygranej zadecydowały rzuty karne. Tam Argentyna była bezbłędna. Teraz będzie miała trzy gwiazdki przy herbie.

Nawet nie wiadomo od czego zacząć, pisząc o takim spektaklu. Chyba należy przede wszystkim od rollercoastera emocjonalnego. Takiego spotkania w finale mundialu nigdy nie było. To, co wydarzyło się w Katarze, przebija nawet jedyny tryumf Anglików w 1966 roku i osławionego gola-widmo Geoffa Hursta. Do dziś toczą się dyskusje, czy piłka przeszła wówczas całym obwodem linię w dogrywce. Teraz nie ma wątpliwości, że Kylian Mbappe jest autorem hat-tricka. Przeszedł do historii jako drugi taki zawodnik, ale… pierwszy w 100% pewny! Wszystko ułożyło się tak, że trzymało w napięciu do samego końca. Kylian Mbappe pokazał, że jest wielkim piłkarzem. Wykorzystał dwa rzuty karne – na 1:2, na 3:3 w 118. minucie dogrywki (sam sobie go zresztą wywalczył), a także trzeciego już w samym konkursie jedenastek. Zrobił wszystko, co mógł. Ma dopiero 23 lata i aż 12 bramek na mundialach, choć grał tylko w dwóch. Rekord Miro Klose – 16 trafień – zbliża się nieuchronnie.

Lionel Messi zdobył wreszcie Świętego Graala. Koniec porównań z świętej pamięci Diego Maradoną, który dał Argentyńczykom ogromną radość w 1986 roku. Wtedy zawłaszczył sobie mundial dla siebie, brylował i błyszczał, był absolutnie wyjątkowy. W tamtym roku strzelił osławione dwie bramki z Anglią. Poprowadził Argentynę jak prawdziwy lider. Messi niedawno zrobił to w Copa America, a teraz także na mundialu. Leo w PRAWIE każdym spotkaniu w Katarze zdobywał bramkę, a w samym finale dwie. Dlaczego prawie? Bo nie udało mu się trafić do siatki… tylko z Polską! Ma więc na koncie siedem trafień. Przegrał klasyfikację strzelców tylko z Mbappe, ale przecież nie to jest dla niego najważniejsze. Messi spiął całą swoją karierę wielką klamrą. Zrobił to razem z paczką kumpli, którzy poszliby za nim w ogień. Na boisku świętował nawet Sergio Aguero, przyjaciel Messiego, który pewnie byłby w tej kadrze, ale musiał przedwcześnie zakończyć karierę przez kłopoty z sercem.

Czas trochę o samym meczu. Długo zapowiadało się na to, że Argentyna spokojnie utrzyma prowadzenie 2:0. Najpierw Messi z karnego, potem doskonała kontra i gol Di Marii. Argentyna w 36. minucie miała dwa gole przewagi, a Didier Deschamps nie miał zamiaru czekać. Już w 40. minucie zdjął z boiska Dembele (głównie za idiotycznie sprokurowanego karnego) i Oliviera Giroud, a wprowadził Randala Kolo Muaniego oraz Marcusa Thurama. Francuzi bardzo długo byli bez strzału celnego, nic nie zwiastowało, że coś tutaj wskórają. Argentyna ich dusiła. Najpierw z przodu, a później z tyłu, gdzie wybijali rywalom piłkę z głowy. Zwłaszcza brylował w tym Enzo Fernandez, który prób odbioru miał aż 16 (!). Był absolutnie wszędzie. I wtedy… „jeden jedyny błąd”, jak to mawia Dariusz Szpakowski, bo to Otamendi sprokurował karnego. Kylian Mbappe rozkręcił imprezę, z której wszyscy już zbierali się do domów. Najpierw wykorzystał karnego, a potem strzelił z woleja na 2:2. Francja momentalnie odżyła i nawet… zaczęła cisnąć w tym meczu! Messi mógł to jeszcze odwrócić i zamknąć na koniec, jednak paradą popisał się Lloris. Dogrywka.

A tam po raz kolejny wydawało się, że Argentyna musi to wygrać. Messi uderzył z dobitki tak, że piłka przeszła linię całym obwodem, Szymon Marciniak dostał sygnał i Albicelestes cieszyli się z bramki na 3:2. Jednak Francuzi… znów odżyli, znów za sprawą Mbappe. Sam wywalczył karnego, nabijając rękę Montiela i w 118. minucie go wykorzystał, mierząc się z wielką presją. Końcówkę już należało oglądać na stojąco, bo „setkę” miał Kolo Muani, ale zatrzymał go Emi Martinez. „Dibu” obiecał zrobić wszystko, żeby Messi został mistrzem świata. I tego słowa dotrzymał, bo potem odbił jeszcze piłkę w konkursie jedenastek po strzale Comana. Został  zresztą wybrany najlepszym bramkarzem tego turnieju. Potem w karnych obok bramki kopnął Tchouameni, a Argentyńczycy wykorzystali wszystkie próby (4/4). Trafili kolejno: Messi, Dybala, Paredes oraz Montiel i polały się łzy radości. Argentyna mistrzem świata!

Na wielką uwagę zasługuje też wybitny występ Szymona Marciniaka. Polski arbiter podyktował trzy rzuty karne – wszystkie słuszne. Podobnie wyłapał symulkę Thurama, któremu od razu pokazał żółtą kartkę. Do tego ani razu nie musiał korzystać z VAR-u. Był to występ fantastyczny całego polskiego zespołu sędziowskiego. Marciniak nie dał sobie wejść na głowę i prowadził to wszystko z należytym autorytetem, choć momentami zawodnicy próbowali wywierać presję i dyskutować. Z czasem jednak dali sobie z tym spokój. Wielkie brawa.

TOP – Kylian Mbappe, Lionel Messi i cały środek pomocy Argentyny: Enzo Fernandez, Alexis Mac Allister oraz Rodrigo de Paul. To był spektakl dwóch aktorów, to jasne, ale na uwagę zasługuje też trio w środku pola, które sprawiło, że Argentyńczycy zaryglowali tę część boiska. Wspomniana trójka świetnie się uzupełniała. De Paul zagrał najlepszy mecz na mundialu, podobnie Fernandez, który był wszędzie.

FLOP – Ousmane Dembele. Zero strzałów, zero udanych akcji na skrzydle, komplet przegranych bezpośrednich pojedynków – 5/5, dwa razy okiwany no i wisienka na torcie – idiotyczny rzut karny, gdzie w konia zrobił go Di Maria. Trzeba było wybrać jedną zakałę i padło na bezproduktywnego Dembele. Deschamps miał go dosyć już w pierwszej połowie.